czyli słów kilka o tych, którzy robią różnicę

Miałem przedwczoraj okazję pooglądać po sobie mecze rodzimych klubów piłki nożnej i niedoścignionego, już od kilku dobrych lat,  piłkarskiego raju jakim jest Liga Mistrzów. Mecz Pucharu Polski wprawił mnie w zakłopotanie, a po obejrzeniu spotkania Chelsea kontra Inter w obrzydzenie. Nasza klubowa piłka jest siermiężna jak oddział husarzy, nudna jak pojedynek szachistów w Parku Jordana. Oglądanie ekstraklasy staje się powoli sadomasochistyczną przygodą tylko dla ludzi dążących do doznań iście ekstremalnych. Ze świecą szukać w Polsce piłkarzy robiących "różnicę". Jak na tym smutnym, piłkarskim tle wypada nasza Polska Liga Futbolu Amerykańskiego i nasi gracze?

 

Już za dziesięć dni wystartuje piąty sezon PLFA. Drużyny rozpoczną wielki wyścig do Polish Bowl, a my siedząc na trybunach w końcu zaczniemy się ekscytować poczynaniami naszych ulubieńców. I właśnie nad tą ekscytacją chciałbym się przez chwilę zastanowić. To oczywiste, że poczynania swojej drużyny oceniamy nieobiektywnie- podobnie zresztą jak przeciwników. Błędy popełniane przez swoich potrafimy równie szybko wyolbrzymić co sprowadzić do niewinnej pomyłki, która w końcu może zdarzyć się każdemu. Przy krytykanctwie bądź wręcz bałwochwalczym czczeniu często zapędzamy się za bardzo, przekraczając granice dobrego smaku. Lenistwo podpowiada, by napisać o tym co nam nie wychodzi, zdrowy rozsądek, by podjąć temat drużyn i zawodników, którzy właśnie robią "różnicę".

Zapomniane, ale nie wyblakłe gwiazdy

W 2006 roku pokazali swój ponad przeciętny talent. Pod okiem Maćka Cetnerowskiego wyrósł nam niezwykły duet zawodników, który potrafił swoimi boiskowymi wyczynami wyprowadzić z równowagi nawet tych najspokojniejszych, kibiców natomiast zachwycać pięknymi akcjami. Oprócz umiejętności obaj Panowie świecą przykładem nie tylko Jastrzębiom, ale również zawodnikom, którzy mieli okazję znaleźć się na campach reprezentacji. Jeden bacznie śledził poczynania running backów, drugi wychwytywał błędy quarterbacków. Bez krzty wyniosłości tłumaczyli mniej doświadczonym graczom, wykładali swoją filozofię gry. Ubiegłoroczne rozgrywki dla jednego z nich zakończyły się bolesną kontuzją, która skutkowała długotrwałą rekonwalescencją. Był to olbrzymi cios dla zespołu, który walczył równolegle na dwóch frontach (PLFA i EFAF CC). Zespół nie otrząsnął się z niego i sezon 2009 dla Jastrzębi zakończył się najgorszym bilansem w historii. Nie otrząsnął się po tej stracie również rozgrywający, który zaliczył swój najgorszy rok w PLFA. Powiecie- strata skrzydłowego może podciąć skrzydła QB, ale running backa? No dobra potrafi odciążyć grę, dać trochę wytchnienia rozgrywającemu. Pełna zgoda, ale w Seahawks brak Sebastiana oznaczał dla Maćka coś znacznie więcej. W grze Macieja Siemaszki było zawsze widać spokój i opanowanie. Linia mogła zawalić, skrzydłowi mogli pomylić ścieżki, ale Sebastian zawsze wychodził na pozycję, która umożliwiała podanie- opcję wyjścia z trudnej sytuacji. Oprócz niewątpliwego komfortu gry brakowało jeszcze czegoś- bliskości przyjaciela, z którym wspólnie od początku zakładało się drużynę.

Czy sezon 2010 będzie wielkim powrotem duetu Krzysztofek-Siemaszko? Głęboko wierzę, że tak bo bez nich liga nie jest już taka jak... dawniej!

Tylko odrobinkę więcej pokory Panowie!

W zasadzie od początku swego istnienia miałem dziwne przeświadczenie, że wokół tego zespołu będzie najwięcej kontrowersji. Może dlatego, że manifestowali swoje poglądy często sprzeczne z powszechnymi, próbowali się pokrętnie tłumaczyć, gdy nie przyjechali na mecz o trzecie miejsce w sezonie 2006. Może również dlatego budzą tak skrajne emocje,  ponieważ budują przed każdym spotkaniem napięcie, które można porównać do towarzyszącego przed bitwą- sami zresztą używają wojennego języka. Bitewki wrocławsko- warszawskie stały się esencją naszej ligi- najbliższa już za półtora tygodnia. Jedni uważają to za bufoniadę, przerost formy nad treścią. Inni jako świetny sposób na promowanie zespołu, Ligi i sportu. Prawda jak zawsze leży gdzieś po środku. Odbiór zespołu jest różny, jak różne są sposoby percepcji. Kryteria sportowe nie pozostawiają jednak wielkiego pola manewru- The Crew jest zespołem silnym składającym się z graczy robiących "różnicę". Jakub Płaczek, Mateusz Grzędziński czy Paweł Świątek to w moim odczuciu właśnie tacy gracze. Mam dziwne wrażenie, że zdanie sporej części naszego środowiska zmieniłoby się diametralnie gdyby wrocławianie przybrali twarz Grzędzińskiego- spokojnej, wyważonej, skromnej. Ale czy wówczas moglibyśmy mówić o The Crew?

 

Zbyt szybko o nich zapomnieliśmy. A to błąd!

Trudno w tej drużynie wskazać jedną gwiazdę. Słyną raczej z posiadania zgranego i bardzo doświadczonego kolektywu. Bycie najstarszym zespołem w kraju również do czegoś zobowiązuje. Po ubiegłorocznym półfinale, w którym Eagles przegrali z Miners, odniosłem dziwne wrażenie, że większość w ciemno obstawiła taki wynik. Już od jakiegoś czasu wiadomo, że Orły nie dominują tak wyraźnie jak w pierwszych dwóch sezonach. Po kilku słabszych meczach w zeszłorocznych rozgrywkach chyba zbyt pochopnie część postawiła krzyżyk na dwukrotnych Mistrzach Polski. Wspomniany przeze mnie mecz miał  się skończyć  zwycięstwem Orłów- przynajmniej wszystko na to wskazywało kilkadziesiąt sekund przed końcowym gwizdkiem. Stało się inaczej -odpowiedź dlaczego znajdziecie w relacji z tego spotkania. Kto może pociągnąć Eagles do upragnionego 3 Mistrzostwa? Daniel Krawiec jest niewątpliwie największym objawieniem sezonu 2009. Jeżeli uda mu się uniknąć kontuzji to będzie to koń pociągowy- wiemy, że w ofensywie takiego konika Orłom potrzeba, oj potrzeba. Na pewno wśród obrońców można poszukać wyróżniających się zawodników- Marcin Tarka, Maciej Traczyk, Marek Włodarczyk czy Mistrz Hiszpanii sprzed roku Dominik Koniusz. Z cienia zapewne wyjdą Adam Nawrocki i Jakub Zduń. Nie zapominajcie zatem o Eagles!

Dopięli swego, ale nie myślcie, że na tym koniec

Na turnieju w Obornikach Śląskich występował na pozycji skrzydłowego i defensive backa. Długie włosy i charakterystyczna bandana- to do niedawna jego znak rozpoznawczy. Ich ścięcie spowodowało spore zamieszanie u płci przeciwnej, a Silesii przyniosło... mistrzostwo. Jego gra na początku była jak sinusoida- mecze wybitnie słabe przeplatał niedoścignionym marzeniem wielu rodzimych rozgrywających. W ubiegłorocznym półfinale wspiął się na wyżyny swoich futbolowych umiejętności udowadniając w końcówce, że niemożliwe nie istnieje w jego słowniku. Oczywiście oprócz Bartłomieja Jaguszewskiego Górnicy mają jeszcze kilka innych gwiazd- Paweł Krzywdziak, Kajetan Kamiński, Maciej Brueck Zbigniew Szrejber- jednak rozgrywającego aktualnych Mistrzów Polski błyszczy najjaśniej.

Wiem, że tylko zawodnicy, ale o nich zapominać nie można!

 

Pisząc o Silesii nie sposób nie wspomnieć o...

Rozpoznawalna marka w Krakowie i nie tylko

Miałem niewątpliwą przyjemność trenować i grać z tym zawodnikiem. O obiektywizm raczej nie będzie trudno bo od dłuższego już czasu obserwuję jego dalszą przygodę z futbolem z pewnego dystansu. W Tigers zajmuje pozycję, której zazdrości mu wielu Występuje na równym poziomie od trzech lat, walcząc zarówno o jardy w formacji ofensywnej jak i o tackle w defensywie. Uniwersalność jest jego główną zaletą, znakiem rozpoznawczym- RB, DB, punter, kickoff returner czy wreszcie QB. Będąc trenerem Tigers jednego możemy być pewni- Mieszko wypełni lukę najlepiej jak potrafi, bez odpuszczania, bez kunktatorstwa. Najbardziej tkwią mi w pamięci akcje niekonwencjonalne, w których Mieszko popisywał się prawdziwym futbolowym nosem. Jak nikt inny potrafi wyjść z opresji, zrobić coś z niczego, dać drużynie znacznie więcej niż od niego wymagano. Niewątpliwie potrafi robić "różnicę".

Pisząc o Tigers nie sposób nie wspomnieć o...

Czy Kopciuszek przemieni się w... ?

Podobnie jak pierwsza para potrafi dokonać rzeczy wielkich. Na boisku, a także poza nim rozumieją się doskonale, ma się wrażenie jakby nadawali na tych samych falach. Przed sezonem byli stawiani w roli faworytów (zaraz za Tigers) i nie zawiedli, ba w wielkim finale PLFA II pokazali charakter i spory potencjał. Wielu krytykuje Ostapowicza za bieganie jednej, utartej ścieżki. Krzelowskiemu dostawało się za pochopne decyzje. W pierwszej lidze będą mieli okazję, by zmierzyć się z tymi ocenami, udowodnić, że również należą do grona bohaterów tego felietony. Gdzie są obecnie? Obstawiam na przedsionek, ale drzwi są już otwarte. Czy wejdą do środka zależy wyłącznie od nich.

 
 

Zdaję sobie sprawę, że nie udało mi się w tym materiale umieścić wszystkich, którzy na to zasługują. Wiem jednak jedno, że ta grupa zawodników, w której znajdują się powyżej opisani nie potrzebuje takich tekstów. Wygrany mecz, radość kolegów z zespołu, świadomość dobrze wypełnionego zadania, podanie dłoni przez trenera, czy wreszcie szacunek u przeciwnika jest dla nich wystarczający. Panowie róbcie dalej "różnicę".