czyli o futbolu na ścianie wschodniej słów kilka

Przyglądając się futbolowej mapie Polski nie trzeba wcale wytężać wzroku, by zauważyć, że w jednych regionach futbol rozwija się prężniej, szybciej, bardziej dynamiczniej, a w innych często sąsiednich województwach wciąż mamy białe plamy. Wygodnie byłoby przekalkować przyczyny z GW i napisać, że podział na Polskę A i B widoczny jest nawet w promowaniu futbolu. Czynniki ekonomiczne na pewno mają w tym swój olbrzymi udział, ale kluczowy jest inny element- tkanka ludzka.

Stereotyp ma się wciąż dobrze
 
W naszej świadomości wciąż żywy jest podział na Polskę A i B. Pogląd ten bazuje na różnicach społecznych, gospodarczych, infrastrukturalnych. Ten kto pochodzi ze "ściany wschodniej" wie doskonale, że w ciągu ostatnich kilku lat spore zaległości udało się nadrobić. Akces do Unii Europejskiej, a co za tym idzie rozwiązanie woreczka z pieniędzmi pozwoliło szybciej i sprawniej gonić "zachód". Rzecz jasna jest jeszcze sporo do nadrobienia jednak na rozwojowej mapie Polski Wschód od jakiegoś czasu jedzie na piątym biegu. Nie jest to artykuł o zbawiennych skutkach funduszy strukturalnych więc wracam na właściwy tor. Do rozwoju futbolu potrzebne jest boisko, piłka, ochraniacze, zawodnicy- chyba niczego nie pominąłem. Trzy pierwsze elementy zdobyć nie trudno (przynajmniej w teorii)  gorzej z tym czwartym, zdecydowanie najważniejszym.
 
Poszukiwany, poszukiwana
 
Jeżeli prześledzimy historię polskich zespołów to zauważymy pewną prawidłowość- studencką prawidłowość. Większość naszych drużyn do tej pory bazuje na absolwentach szkół wyższych, coraz częściej również uczniach szkół ponadgimnazjalnych. Student zgodnie z powszechną opinią nie ma nic do roboty to czemu nie może się czepić jajowatej piłki. Do tego "powszechna" wśród braci studenckiej znajomość języka angielskiego i mamy odpowiedni grunt pod futbol. W dużych ośrodkach miejskich nie trudno również o obokrajowców- nie tylko amerykanów- którzy mniej lub bardziej profesjonalnie zetknęli się z futbolem amerykańskim. Warszawa, Poznań, Wrocław, Trójmiasto, aglomeracja Śląska, Kraków- w tych ośrodkach pozyskanie zawodników, trenerów i również sportowych działaczy  nie stanowiło problemu. Więcej ludzi to i jest w czym wybierać. 
 
Ktoś zapyta skąd się wzięli jacyś działacze?! Od 2006 roku pojawiło się nie tylko kilkanaście zespołów, kilkuset nowych zawodników, kilka tysięcy nowych fanów, ale również spora grupa profesjonalistów, którzy nie grają, nie trenują, a pomagają by ten nasz pociąg dalej pruł do przodu. Prezesi, dyrektorzy sportowi, marketingowcy, rzecznicy prasowi, panowie od przygotowania boiska itd. Tak, tak obecnie nasza futbolowa rzeczywistość nie składa się już tylko z zespołu (zawodnicy + trener), a klubu (zawodnicy + trener+ działacze+ grupa kibica+ itd). To wysokie C jest ważne bo świadczy o profesjonalizacji i klubów i ligi. Dla nowych drużyn, lub osób chcących takową założyć poprzeczka często zawieszona jest wysoko- bynajmniej nie chcę jej obniżać. 
 
Prekursorzy futbolu nad Wisłą rozwijali się ewolucyjnie mając na to kilka lat. W chwili obecnej nowe drużyny muszą wykonać olbrzymi skok, by dołączyć do elity. Apetyty nie tylko na płaszczyźnie sportowej, ale również organizacyjnej zostały wyostrzone. Oprócz zwycięstw fajnie jest mieć olbrzymią publikę, dobrego komentatora, zespół cheerleaderek, udany show w przerwie, zarówno przed jak i po meczu spory szum w mediach. Lista oczekiwań (marzeń) bardzo się wydłużyła. Skoro inni mają to my też musimy. Jednak inni pracowali na to kilka lat, przez klub przewinęło się sporo mądrych głów z mnóstwem wspaniałych pomysłów (akcje charytatywne, promocje w szkołach, na uczelniach itd). Mieli również kręgosłup, wokół którego reszta się budowała. Był to jeden człowiek lub grupka osób. Łączył ich zapał do pracy na rzecz innych, entuzjazm z wprowadzania do Polski czegoś nowego, duma z rozwijania w swoim mieście nowej dyscypliny. Tacy ludzi w tym kraju to niestety towar deficytowy co nie znaczy, że tu i ówdzie ich nie ma.
 
Podlaskie dało przykład jak rozwijać się mamy
 
Futbol w tej wschodniej perełce rozwijał się rówolegle w Białymstoku i Łomży. Jackals niestety nie doczekali debiutu ligowego natomiast Lowlanders w pierwszym sezonie, wygrywając w finale PLFA II z łódzkimi Torpedami, awansowali do ekstraklasy. Drugi sezon przyniósł degradację, ale w stolicy województwa podlaskiego się nie łamią i obiecują rychły powrót na pierwszoligowe boiska. Dodatkowo współpraca z mińskimi Żubrami (spotkania sparingowe, wspólne treningi, campy szkoleniowe, wreszcie wymiana zawodników) jest świetnym dowodem na to, że wzmocnień można szukać nie tylko na zachodzie. Czy doświadczenia białostockie można przenieść do południowych sąsiadów?!
 
Remember the Titans i na podkarpaciu też coś w trawie piszczy.
 
Ziarenko zostało posiane a plon wyrasta. Niestety nie tak szybko jak zakładano stąd brak lubelskich Titans w PLFA  II 2010. Szerzej o absencji w lidze, a także o planach na najbliższą przyszłość w wywiadze z Sergiuszem Kuczyńskim, który poniżej. Chciałbym się skupić na jeszcze głębszym południu - mianowicie Podkarpaciu. Rzeszów przez wielu analityków jest uważany za najszybciej rozwijające się miasto w Polsce. Wskaźnik bezrobocia niski (pieniądze są), świetna infrastruktura (boisk nie brakuje), kilka dobrych uczelni a co za tym idzie spora grupka studentów- grunt pod fubol jak znalazł. Faktycznie w stolicy podkarpacia ostatnio coś się ruszyło. Na ostatnie treningi, które odbywają się w hali Politechniki Rzeszowskiej, przychodzi po 20 osób. Dodatkowo studenci tej uczelni trenujący futbol amerykański, wzorem swoich kolegów z Katowic czy Słupska zamierzają założyć koło sportowe a w przyszłości stać się sekcją AZS PRz. Ravens, bo tak najprawdopodobniej będzie nazywać się drużyna z Rzeszowa, obecnie są bez trenera- niemal wszędzie towar deficytowy. Rzeszowianie nie mają również ochraniaczy i sponsora strategicznego. Jak potoczą się dalsze losy Kruków przekonamy się w ciągu najbliższych kilku miesięcy. Może do tego czasu powstanie druga drużyna- Przemyśl Bears! Czas pokaże.
 
Jedna recepta- Gonić Panowie, gonić!
 
Tężyzny fizycznej, przygotowania kondycyjnego w ciągu dwóch, trzech miesięcy zbudować się nie da. Poukładanej taktycznie drużyny, w której każdy na poziomie dobrym wypełnia powierzone mu zadania również. Nie można także zbudować świetnie naoliwionej machiny pomocyjno-marketingowej. To wszystko trwa, często kilka lat. Są w Polsce  zespoły, które kładły nacisk tylko na wybrane aspekty- różnie na tym wychodziły. Jedni całkowicie pomijali promocję, marketing, szum wokół drużyny i stawiali stricte na płaszczyznę sportową. Inni starali się to wszystko równoważyć. Trzecia grupa- byli również tacy- skupiali się mniej na sporcie a bardziej na promocji.  Lublin, Rzeszów mogą stać się prekursorami futbolu w swoich regionach. Otworzyła się olbrzymia szansa by wypromować sport w nowych miejscach, zaszczepić bakcyla wśród nowych kibiców. "Ściana wschodnia", "Polska B" może i nadal istnieje w świadomości polaków. Warto z tym stereotypem walczyć. Udaje się w gospodarce, nauce, infrastrukturze dlaczego więc nie ma się udać w futbolu amerykańskim?!
 
Specjalnie dla portalu Sportowiec.org Sergiusz Kuczyński, prezes Tytanów Lublin
 
Do rozpoczęcia kolejnego sezonu PLFA II zostało jeszcze dwa miesiące. Wasza drużyna przeżywa obecnie burzliwy okres. Wystartujecie w tym roku w regularnych rozgrywkach?
 
W związku z tym, że nie udało nam się do 15.02.2010 zebrać odpowiednich funduszy związanych z udziałem w rozgrywkach, zaopatrzyć się w potrzebny sprzęt nie będziemy w tym roku uczestniczyć w rozgrywkach.
 
Jak tą decyzję przyjęli zawodnicy?
 
Doceniam poświęcenie wszystkich naszych zawodników, którzy oddali swój czas, środki by zrealizować naszą ambicję. Chłopcy walczyli do ostatniego. Mam nadzieję, że po pierwszej "porażce" zapał nie zniknie.
 
Chwilowy problem ze sprzętem można rozwiązać poprzez wypożyczenie, przynajmniej do momentu zakupu własnego. Nie braliście takiego wariantu pod uwagę?
 
O wypożyczeniu sprzętu nie myśleliśmy, tym bardziej, że ze względów bezpieczeństwa warto mieć własny i nie za mocno zużyty. Mimo to zastanawiamy się nad wykorzystaniem kontaktów w USA i zwrocenie się do drużyn z miast partnerskich z prośbą o wsparcie inicjatywy. Myślimy także o pozyskiwaniu środków unijnych i gdyby ktoś z drużyn w innych miastach już miał takie doświadczenie, zrealizował jakiś projekt, może pomóc nam w pozyskaniu takich środków to chętnie skorzytamy z takiej pomocy.
 
Realnie oceniając Wasze umiejętności byliście przygotowani do tegorocznego sezonu?
 
Nasz klub działa tak naprawdę od września 2009. Wtedy, po powrocie do Lublina naszego trenera dr Delaine'a Swensona zaczęliśmy regularne treningi, a liczba zawodników stale rosła. Trenujemy stale, regularnie i uważamy, że jesteśmy w dobrej formie. Nie mamy jednak żadnego doświadczenia. Ale to kwestia czasu.
 
Nie zagracie w lidze to już pewne. Co zatem czeka drużynę w nadchodzącym roku?
 
Obecnie nastawiamy się na granie meczy towarzyskich i mamy nadzieję, że PZFA i kluby z innych miast pomogą nam w promocji tego sportu w naszym mieście i regionie, zdobyciu doświadczenia. Dzięki tej pomocy mamy także szansę na to, żeby być postrzeganymi w Lublinie jako realna drużyna, naszą działalność warto wspierać, inwestować w nas. Tworzymy stronę internetową, myślę, że będzie pomocna w naszych działaniach. Dzięki zainteresowaniu się naszą inicjatywą przez media lubelskie (Dziennik Wschodni, Kurier Lubelski, Moje Miasto Lublin, Radio Lublin, TVP Oddział Lublin) jesteśmy lepiej kojarzeni, pojawia się więcej chętnych do treningów w klubie. Mam nadzieję, że trafimy także do poważnych sponsorów. Mamy zapewnienie przekazania pewnej kwoty przez spółke Lubelski Węgiel Bogdanka S.A. Liczymy także na wsparcie z Urzędu Miasta Lublin i Urzędu Marszałkowskiego.