czyli przedsezonowe zbrojenia przed PLFA 2010

Zapewne w swoich przemyśleniach, powoli przechodzących w frustracje, nie jestem odosobniony. Sezon PLFA 2009 skończył się jakiś czas temu.  Z pamięci ulatują liczby, twarze zawodników, najładniejsze akcje. Do pierwszej niedzieli lutego była wspaniała alternatywa jednak tuż po wręczeniu Vince Lombardi Trophy i to mi (Nam) zabrali. Gdy zima za oknami trzyma, gdy śnieg nie kwapi się by zniknąć z futbolowych boisk pozostaje bolesne czekanie. Amerykanie tak to sobie poukładali by żyć w napięciu przez okrągły rok. Czy i my możemy pasjonować się i cieszyć  okresem rekrutacji, tryoutów, gier kontrolnych?!

 

PLFA to nie NFL, ale...

Spokojnie nie postradałem jeszcze resztek rozsądku. Trudno zrównać wieloryba z małą rybką, która od niedawna posiada powolutku twardniejący kręgosłup. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie by porównać, dokonać pewnych analogii. Sezon NFL i NCAA kończy się w zasadzie w tym samym czasie. Kibice w stanie  ekstazy,  trwającej niemal dwa miesiące, wyczekują punktów kulminacyjnych ( wszystkie uczelniane Bowle i ten najważniejszy Super B) i ... po chwili czekają na następne- NFL Draft, campy, mecze preseason. Wystarczy wejść na najpopularniejsze serwisy sportowe za oceanem, by przekonać się jak olbrzymią wagę przywiązuje się do rekrutacji. To oczywiście zrozumiałe- rookies nie tylko wypełniają skład, ale mają być autentycznym wzmocnieniem, zawodnikami którzy wnoszą nową jakość pozwalającą ugrać więcej niż sezon wcześniej.

W piłce nożnej tuż przed transferem sprawdzani zawodnicy przechodzą testy wydolnościowe, biorą udział w treningach swoich przyszłych zespołów. Wszystko to jednak odbywa się gdzieś w zaciszu gabinetów, na boiskach odizolowanych od reszty świata wysokim murem. Nagłośniony jest dopiero efekt finalny- dumny właściciel klubu pokazuje swój nowy nabytek w nowej, lśniącej koszulce. Dziennikarze porobią zdjęcia, nakręcą materiał, który zostanie wyemitowany wieczorem po serwisie informacyjnym i ... cisza. Amerykanie jako specjaliści od robienia pieniędzy na wszystkim, tak pompują balonik zwany NFL Draft, że kibice śledzą niemal każdy najdrobniejszy element tego wielkiego show. Dokładnie analizowane są nie tylko osiągnięcia w ligowych rozgrywkach. Rozkłada się na czynnike pierwsze wszystkie ćwiczenia, które sprawdzają umiejętności przyszłych gwiazdek lub niewypałów. Dziennikarze śledzą każdy krok trenerów lub asystentów, Ci natomiast  z zegarmistrzowską precyzją przyglądają się młodym talentom. Kilka miesięcy żmudnej pracy by w ciągu kilkudziesięciu godzin rozegrać komedię, thriller, horror- najczęściej jednak wielki mix powyższych gatunków. Skoro Oni mogli to czy my jesteśmy w stanie?!

 

Draft po "polskiemu"

Tuż po zakończeniu sezonu 2009 większość zespołów urządziła sobie zasłużone, bądź nieco mniej, wakacje od ćwiczeń. U jednych okres boiskowego leniuchowania trwał kilka tygodni, u innych przeciągał się w miesiące. Trenerzy nie zasypywali w tym czasie gruszek w popiele, a przygotowywali się do misji "Rekrutacja". Niemal każdy polski zespół przeprowadził wyławianie nowego narybku. Jedni skupili się na swoich znajomych, którzy od dłuższego czasu kręcili się wokół drużyny  inni (zdecydowana większość) postanowiła zorganizować "pobór" z prawdziwego zdarzenia. 

CDN...